poniedziałek, 22 czerwca 2015

Deja vu herbaciane

-Co robisz?
-Piszę.
-Na bloga.
-Mhmm...
-O czym?
-Mógłbyś się...
Zamarłem, zdając sobie z czegoś sprawę. Odwróciłem się w prawo, na obracanym, skórzanym fotelu i włączyłem lampę. Na biurko walało się parę kubków po herbacie. Zawsze zapominałem je znosić, a gdy było ich już ze cztery, pięć i brakło miejsca na kolejne, brałem wszystko, ryzykując widowiskową katastrofą w postaci rozbitej ceramiki.
-Mam dziwne wrażenie, jakbyśmy już kiedyś prowadzili tę rozmowę.
Zerknąłem na... cóż, siebie. Moje alter ego postanowiło usiąść właśnie na biórku, majtając nogami i przyglądając mi się z widocznym rozbawieniem.
Bogowie Olimpu i Asgardu, ale ja mam bezczelne spojrzenie...
-Naaaaprawdę?
Zaśmiałem się. Znaczy on, ten drugi ja się zaśmiał. To wszystko strasznie popieprzone jak się o tym myśli. W każdym razie...
-Pamiętasz jak pierwszy raz pisałeś o moim pojawieniu się?
-Ach!
Uderzyłem się otwartą dłonią w czoło.
-Uhu, aż echo poszło.
Długopis poszybował ten krótki dystans, między moją dłonią, a czołem... Tego drugiego mnie.
-Ej! Za co!
-Za niewinność!
Odburknąłem. Odwróciłem się do komputera. Stuk stuk, palce uderzały w klawisze. Alter ego usiadł przy mnie, pochylił się i spojrzał w monitor.
-Aaa to już jest jakiś rodzaj szurnięcia.
-Hmm?
-Pisanie na bieżąco o nas. Czy to oznacza, że w zasadzie piszesz sam o sobie?
Skinąłem powoli głową.
-Taaak... Do czego zmierzasz?
Znałem siebie samego na tyle, by wiedzieć, że po tym pytaniu na pewno nastąpi kolejne. Ewentualnie tyle starczy, by wyciągnąć jakiś pomysł, jaki z pewnością zaskoczy mnie jego dobitnością.
-Więc to w zasadzie oznacza, że gdybyś chciał, mógłbyś właśnie leżeć na plaży, z kokosem w dłoni i pić drinka słomką?
-Uhhum...



-Albo, że znasz moje myśli?
Alter zdawał się co najmniej przerażony tą myślą. Zaśmiałem się za to głośno.
-Jesteś mną. Tylko bardziej bezczelny i z możliwością znikania i pojawiania się i tak dalej. Więc znam twoje myśli.
-O jakiej li...
-Pięć. Zawsze myślimy najpierw o liczbie pięć.
-Osz ty... Dobra, tym razem Ci się udało.
-7,8 potem 4 a na końcu, dla zwały, między liczbami 1 a 10 pomyślimy 13.
Alter burknął coś, nadał się i znikł.
-Wiem, że tu jesteś.
Odpowiedziała mi cisza. Ocho, obrażalski się znalazł. No ale, każdy ma swoje wady. Przyznawanie się do błędu było jedną z moich, ale pracuję nad tym pracuję.
-No dobra...
Usłyszałem go, jak usiadł po mojej lewej stronie na stołku.
-To co potem, napiszesz to, o nas, czy raczej o samym sobie, wyżalisz się wypłaczesz i co? Kolejna dziura na blogu na kolejny rok?
-Dość prawdopodobne.
I kolejne dwie wady. Szybko mi przechodzi złość (to serio wada, bo potem okazuje się, że tej drugiej stronie jeszcze nie przeszła), a druga, że kiepsko mi idzie z dotrzymywaniem tego co sam sobie zaplanuję.
-Wiesz, że jak ktoś ode mnie czegoś wymaga to to zrobię. Ba! Najlepiej jak umiem. Ależ no cholera jasna... Pisać znów, samemu, dla całych dwóch, w porywach do trzech osób jakie to przeczytają?
-Kiedyś nie dbałeś o zdanie innych.
-Kiedyś. Po za tym to nie tyle kwestia zdania co... Jeśli robisz coś, a inni wyrażają swój sprzeciw, to znaczy, że twoje działanie przynosi jakąś reakcję. Nawet jeśli nie tą na jaką liczysz.
-A gdy robisz coś, a nie ma żadnej odpowiedzi, to najbardziej deprymujące, bo nie ma żadnych wskazówek czy robisz dobrze, czy źle, ani poczucia, że to ma znaczenie.
-Mhmm, właśnie, brak feedbacku.
-No przecież wiem, jestem tobą.
Zaśmiałem się. Co racja to racja. Pokręciłem głową i sięgnąłem po kubek herbaty...

-Nie musisz naciskać enter, bo zrobiłeś mini przerwę w pisaniu. Ooo tam wyżej, po twoim "uhhum" a moim "znasz moje myśli?" powinna być wtedy dziura na co najmniej cztery entery.
-Hmm? No dobrze, już poprawiam.
-Coo? Nie nie nie to miałem... Grr... Wiesz jaki to wprowadza dyskomfort przy czytaniu.
Alter, widocznie znów oburzony, postanowił wstać i zacząć krążyć po pokoju. Zdawał się bić z moimi myślami... dość dosłownie, bo z tego ni z owego wyprowadził lewy sierpowy, perfekcyjnie trafiając w moją argumentację. Jednak, będąc uparty, oparłem się jego wpływom i twardo zachowałem cztery entery odstępu i ani jednego mniej.
-No dobra, uparty ośle... Zmiana tematu.
-Już się poddajesz?
-Niee... Po prostu skasuję Ci jeden enter tuż przed wysłaniem jak nie będziesz patrzył.
Prychnąłem. Bezczelny typ. Czy ja naprawdę jestem taki bezczelny?
-Tak czy siak...
Kontynuował, czy raczej dopiero rozpoczął zmienianie tematu Alter:
-Co potem?
-Aaa potem... potem się pomyśli. Postaram się coś pisać. Ale już tylko prozę.
-Eeej, mamy niezłe gryzmoły.
-Nie chcę krzywdzić tych nielicznych jacy je przeczytają.
-A, że niby proza to jest lepsza?
-A wiesz, że nawet ktoś się o nią upomniał?
-Może ich pozdrowisz?
-Aaa... Wiedzą kto. Dobrze wiedzą, bo jedna mnie namówiła, bym to napisał, a drugi czekał aż znów cokolwiek naskrobał.
-Ale omijasz temat. Co potem?
Zerknąłem w stronę okna. Chmury zaczęły przybierać lekko niebieskawy odcień, tak różny od ich zwykłej szarości. Chyliło się powoli ku zachodowi.
-A potem... Siądę któregoś dnia o 9 do komputera i będę pisał przez pięć godzin. I czy wyjdzie syf czy nie, opublikuję to.
-Sf czy fantasy?
-Rzucę monetą.
-Serio?
-Serio serio. To nie kwestia, że nie mam pomysłu, tylko... nie wiem do czego usiąść.
Alter zamilkł przez chwilę.
-Czasem Cię nie lubię.
-Hmm?
-Strasznie marudzisz. Odganiasz robotę. To co sam zaplanowałeś. I znów marudzisz, że nie wiesz co pisać, że niby masz pomysły, ale ich nie realizujesz. To wkurzające. Żałosne. Weź się w garść i pisz, a nie tylko skrobiesz coś dla siebie, zaczynasz, nie kończysz i kasujesz.
-Oho, zaczyna się. Zmieniłeś się na role z sumieniem?
-Nie masz sumienia, masz mnie. To jeszcze gorzej.
-Czy ja wiem, Ciebie starczy napoić alkoholem i zasypiasz. Ewentualnie krewetki. To sprawdza się nawet lepiej.
-Nawet nie mów...
-Zrobię jutro.
-W risotto?
-Taaak...
-Ugh... Jak nisko trzeba upaść by mieć przekupne sumienie?
-Trzeba po prostu dobrze gotować.