piątek, 31 maja 2013

To... coś...

Korytarz był...
Zaskakująco nijaki. Jak poprzedni i pewnie taki jak następny. No ale nic już na to nie poradzi biedny Walt, zerkający raz za raz do tyłu i zaraz doganiający resztę. Helion na przedzie musiał mieć najgorzej. Monotonna, napierająca ze wszystkich stron konstrukcja, w tej przeraźliwej ciszy działała na nerwy. 
Gdzie są wszyscy?
Wiedział doskonale, że każdy członek zespołu zadaje sobie to pytanie.
Zerknął na przykucniętą, idącą przed nim szeregową Heg. Cholera, mógłby przysiąc, że nawet pomimo obszernego pancerza BIO, jej tyłeczek wciąż był ponętny.
Stłumił jednak te myśli, omiatając spojrzeniem mijany zakręt i zerkając raz jeszcze do tyłu.
Cóż... Nic specjalnego.
Same drzwi, metalowe zbrojenia, równo porozstawiane lampy i skrytki z maskami gazowymi.
Wolałbym na okop szturmować.
 Ta myśl miała o tyle sensu, że...
-Co do...?
Usłyszał w komunikatorze i natychmiast odwrócił się, by wycelować w to miejsce bronią. Grupa zatrzymała się, czekając aż Helion, patrzący w boczny korytarz, coś odpowie.
-To chyba nie tak powinno wyglądać, no nie?
Zaraz Walt nadgonił resztę. Usłyszał w komunikatorze ciche przekleństwo Heg.
To na co patrzyli...
No bez jaj...
Szafki z kombinezonami do pracy. A raczej... Same szafki. Dwadzieścia par po prostu gdzieś sobie popłynęło.
-Jest kamera. Panie inżynierze, podłączy się pan do niej?
Cywil uruchomił komputer na nadgarstku i wstukał odpowiednie kody dostępu. Po chwili powiększył rozesłał każdemu do hełmu nagranie z pierwszego dnia braku sygnału. Równo dwudziestu ludzi, głównie mężczyzn, wchodzących tym samym korytarzem co oni. Leniwym, zaspanym jak gdyby ruchem, założyli wszyscy skafandry, pomagając sobie nawzajem, a później sennie, tym samym korytarzem wyszli.
I wtedy stało się coś dziwnego... Obraz zatrzymał się i wyskoczył komunikat o uszkodzonym fragmencie. I to co kolejne widzieli, to obecne nagranie, jak sami wchodzą i stoją teraz nieruchomo, każdy wpatrując się we wnętrze własnego hełmu.
-Co do cholery?
Wyrwało się kapralowi, a sierżant wzruszył ramionami.
-Diabli wiedzą. Ile kombinezonów brakuje?
Cywil szybko sprawdził systemy bazy i... Odparł z lekkim drżeniem w głosie.
-Wszystkich. Dokładnie 232 par. To znaczy jest jeszcze 20 zapasowych, ale... Zniknęło dokładnie tyle ile jest członków komple...
-KONTAKT!
Ryknął gapiący sie w korytarz Helion i natychmiast uniósł broń. Walt zaraz podążył wzrokiem za wylotem lufy i dostrzegł...
Właściwie nic.
-Co jest?
Warknął wyraźnie zły na starszego szeregowego sierżant.
-Widziałem jakiś ruch w sąsiednim korytarzu.
Walt zaklął cicho, a inżynier skulił sie w sobie. Rozkazy jednak przyszły szybko, nie dając Samuelowi czasu na rozmyślania.
-To i tak w kierunku naszego celu. Ruszamy. Szyk bojowy. Układ ten sam.
Zakomenderował sierżant. I ruszyli po obu bokach korytarza, choć i tak nie było by za czym znaleźć osłonę. Niedługo przed nimi pojawiła się zamknięta śluza.
-Cokolwiek widziałeś Helion, chyba się w powietrzu rozpłynęło.
Zaśmiała się Heg, chyba próbując rozładować sytuację. Walt uśmiechnął się pod nosem i poczuł chwilowe rozluźnienie. Wciąż jednak pozostaje pytanie...
Gdzie do cholery są wszyscy mieszkańcy?
-Dobra, wchodzimy...
Uciął pogadanki w zalążku dowódca i zaraz otworzyli śluzę by wejść do środka. Dekontaminacja i...
Tym razem... Coś było wyraźnie nie tak. Odczyty wskazywały na wyraźną dekontaminację, choć temperatura była niższa niż na zewnątrz. Ciśnienie jednak i skład powietrza... No, co najmniej dla człowieka nie przyjemne.
-Jazda, jazda... Nie jesteśmy na wycieczce.
Sierżant Greyson jak zwykle doprowadził wszystkich do porządku. Bo Helion szczególnie wydawał sie jakiś taki... nerwowy, raz po raz zerkając na boki. Włączyli latarki, bo wszystkie światła działały w awaryjnym trybie. Cholera wie, czemu są odłączone od głównego zasilania.
Teraz, w tak słabym świetle we wszystkich tych, przecie identycznych jak gdzie indziej ścianach, było coś nie przyjemnego.
-Walt?
Joanna Heg całkiem nieźle maskowała lekkie poddenerwowanie, odzywając się na prywatnym kanale.
-Co Aśka?
-Dzisiaj transmisja meczu Czarnych Supernowych i Wilków z Yorku III.
-Dziesięć kredytów na Wilki.
-Eee, stawiam piętnaście na Czarnych. Sędzią znów jest Piotruszenko, w ostatnim spotkaniu Wilków, wsadził im dwie kartki za drobne przewinienia.
Walt uniósł brwi. Pojęcia nie miał, że Heg ogląda futbol. Ten stary, z matulki Ziemi, ten Europejski bodajże.
-Deal.
-No to zobaczymy, kto wygrał.
Rozłączyła się, a Walt raz jeszcze omiótł jakąś ścianę latarką, tym razem jednak jakoś tak... Bez przekonania, jak gdyby miał już dość tej dziury pośrodku niczego. Bo i taka prawda była.
Nie dane im jednak długo było zastanawiać się, które z nich wygra, bo skafandry poinformowały ich o nieznanej sygnaturze biologicznej. Wszyscy jak jeden mąż unieśli karabiny w kierunku z którego dochodziło ich w hełmach ciche pikanie.
-Jazda. Jeśli cokolwiek to jest ruszy w naszym kierunku, rozwalić.
Rozkaz był jak najbardziej na miejscu. Ponoć w końcu planeta była całkowicie martwa, no nie?
Zbliżyli się powolnym krokiem. Aż zobaczyli...
To... coś...
Biologiczną formację, przypominającą skrzyżowanie paproci z drzewem, wyrastającą z ziemi i rozchodzącą się pod sufitem. Wszystkie wyloty luf utkwiły w "roślinie".
-Uwaga na korzenie.
Mruknął sierżant. Walt zadrżał nerwowo, podchodząc powoli i uważając na nogi.
-Sir, jakie roz...
Nie dokończył. Helion stojący obok niego otworzył ogień, rycząc jak dziki w ich komunikatorze. Rozpędzone szynami magnetycznymi pociski wyleciały z lufy, by wbić się niemiłosiernie w ciało obce. Trysnęła zielonkawa ciecz z każdej rany.
-Co ty...?!
Nie dokończył, bo zobaczył jak stojący za starszym szeregowym inżynier przystawia Helionowi właśnie pistolet do potylicy i wypala trzy razy, z tak bliska, że tarcze nie miały prawa zadziałać. Gdy pociągał za spust po raz trzeci, Walt powalił go serią, jednocześnie z kapralem. Pierwsze kule przebiły się przez tarcze,a kolejne przebiły pancerz, masakrując korpus. Sierżant i Heg mierzyli do obu, ale dopiero się odwrócili, równie niepewni co się stało.
Zaświszczało i zaparowało, gdy oba trupy poczęły się smażyć w zdekompresowanych pancerzach, a różnica ciśnień spowodowała typowy świst. Uniosły się strużki pary.
Krew zaschła na ziemi prawie natychmiast.
-CO DO CHOLERY?!
Wydarł się kapral, tracąc panowanie nad sobą. Walt zaciskał zęby, samemu dziwiąc się że zareagował tak szybko.
-Sierżancie?
Zapytała cicho Heg, nie ukrywając już zwykłego, ludzkiego strachu w głosie i niepewności.
Zapadła martwa cisza.
-Bierzemy próbkę tego czegoś i spierdalamy. Mamy tu zagrożenie psychologiczne pierwszego stopnia.
Kosmos był... Cholernie niebezpiecznym miejscem. Pasożyty, wirusy, meteory, zjawiska pogodowe, drapieżniki, przestawiające się na ludzkie mięso, pełzające, skaczące, latające, plujące kwasem, rozszarpujące wszystko szponami.
Ale jedno było najgorsze... Anomali psychologiczne, kosmiczna demencja. Tego wszyscy się cholernie bali, choć nikt by się nie przyznał.
-Walt?
Heg potrząsnęła szeregowym. Ten ocknął sie ze swoistego zamyślenia.
-Wszystko... Wszystko w porządku. Cholera, znam Heliona od trzech lat.
-Weź sie w garść, bo go jeszcze dogonisz w drodze do piekła.
Jej głos, drżący lekko, zadziałał jak kubeł zimnej wody.
-Dobra, spoko. Nie pierwszy trup obok mnie.
Wydawało mu się, że te niebieskie oczy z hełmu przed nim mają za nic wszelkie przesłony i wgryzają mu się w czaszkę. Czyżby aż tak mu odwalało?
Mniejsza z tym. Obserwował kaprala, wybierającego co nieco próbek, w ruchach, jak gdyby bombę rozbrajał.
-Drużyna do Wozu, wycofujemy się, odbiór.
Odpowiedziała im cisza. Sierżant ponowił wezwanie.
-Drużyna do Wozu, wycofujemy się, odbiór.
Cisza...
-Kurwa.
Warknął kapral.
-Do lądowiska, migiem.
Zakomenderował sierżant, a Walt był prawie pewny, że pierwszy raz słyszy w głosie tego jegomościa zdenerwowanie. Nie trzeba było jednak nikomu nic dwa razy powtarzać. Ruszyli korytarzami, prawie nie oglądając się za siebie i zaraz mijając feralną śluzę.
Walt... Przez cały czas miał wrażenie, jak gdyby coś przyglądało się im w milczeniu, oceniając, jaki sposób ich śmierci będzie najbardziej...
Widowiskowy.

czwartek, 30 maja 2013

Milczenie to złoto?



Szeregowy Samuel Walt nerwowo sprawdził parametry broni. Z karabinem bojowym starej jak świat firmy Heckler&Koch wszystko było jak zwykle w porządku. Zimna stal nigdy nie wydawała się denerwować, choćby pod lawiną ognia.
Zawsze go to dziwiło. W jakiś pokrętny sposób zaskakiwało go, że ubrany pancerz do działania w warunkach zagrożenia biologicznego, uprzęże, pistolet, dwa granaty szturmowe i trzy doczepione do pasa granaty termiczne pasujące do podwieszonego pod lufą granatnika, nigdy jakoś nie wykazywały oznak stresu.
Odbija ci Walt, wdech wydech i do przodu.
Łatwo pomyśleć, trudniej zrobić. Stracili kontakt z zespołem ośrodka jakieś... Trzy dni temu? Z początku myślano, że to problemy z łącznością spowodowane niedawną burzą nad całą planetą o niespotykanym rozmiarze, ale...
Powinni się już odezwać, no nie?
Zerknął przed siebie na kaprala i siedzącego obok niego sierżanta Greysona, który w spokoju przyglądał się swojej broni. Diabli wiedzą, o czym teraz myślał, ten małomówny po za walką jegomość. No ale...
Sześcioosobowy oddział. Stacjonowali na tej wspaniałej, wypalonej do pyłu planecie, gdzieś w zapomnianym przez Boga sektorze galaktyki.
Kolejna cudna planeta, która witała ludzi setkami sposobów by się ich pozbyć, jak gdyby wszystkie w okolicy wiedziały, co się stało z matką ziemią.
Ale póki nie było organizmów, które witały przybyszów niczym patogen... Jak na 90% nadających się do zamieszkania planetach... Nie było o co się aż tak martwić.
Aż do teraz...
-Sir, wiadomo czemu oni każą nam nosić typ pancerza BIO?
Odezwał się, jak gdyby czytając w myślach Walta, siedzący obok niego starszy szeregowy Helion, jak mawiali na tego szturmowca z zapędami piromanckimi.
Sierżant nawet nie unosząc głowy odpowiedział wprost do komunikatorów drużyny.
-Nie Hel... Ale mam podejrzenia, że wolą uniknąć powtórki z Edisona IV.
Walt wzdrygnął się. Druga nadająca sie do zamieszkania, choć też tylko pod kopułami planeta w tym układzie... Na jednej ze stacji wybuchła epidemia. Oddział jaki miał ją zabezpieczyć zaraził się z powodu złego stanu sprzętu i... Dwa tysiące trupów z powodu jakiegoś pasożyta? Znaleźli niby trutkę na bydlaka, która chorych przy okazji nie zabija, ale... Minęło pięć lat, a wciąż była to jedna z najgorszych katastrof tego typu. Nie, ludzki układ odpornościowy był tragiczny w porównaniu ze wszystkim co mieszkało po za ziemią.
I cholera... Na Edisonie, podobnie jak tu, na Matre, ponoć życia organicznego nie było. Wolał się nie zdziwić.
Zerknął na ich technika. Jedyny cywil, inżynier, który miał naprawić łącza komunikacyjne.
Pilot odezwał sie w ich komunikatorach.
-Czas dotarcia T minus dwie minuty.
Zakomenderował, a Walt przełączył się na obraz z kamer transportera.
Sucha, szara, gorąca jak diabli planeta, bez choćby jednej chmurki teraz na niebie, za to czasem smagająca kwaśnym deszczem i piaskową zamiecią, na zmianę z piorunami i huraganami. Choć dziś pogoda była...
Ładna. Jeśli można tak powiedzieć o 70 stopniach Celcjusza w cieniu i ponad setce w słońcu.
No ale przynajmniej transportera sunącego nad ostrymi jak brzytwa skałami, nie znosił żaden wiatr, ani nie wgryzał się w pancerz kwaśny deszcz. Co po osłonach kinetycznych podczas deszczu... NIC! Cała technika 26 wieku nie potrafi sobie poradzić z czymś tak trywialnym jak deszcz, czy burza piaskowa. A przecież nie był to problem jednej planety.
-Kontakt wzrokowy.
Odezwał się pilot, a Walt zaraz przełączył widok na kolejną kamerę, oglądając błyszczący daleeeeko, zbrojonym szkłem i z wystającą wierzą radiową.
-Zrób oblot. Chcę wiedzieć, czy nie doszło do widocznej dehermetyzacji.
 Głos sierżanta był jak zwykle spokojny.
No tak, to było to, co mogło się zdarzyć. Gdyby gdziekolwiek do tego doszło, trujące gazy, bo powietrzem się tego nazwać nie dało, wybiły by w kilka minut wszystkich z obszaru. Ale przecież istniały śluzy i cały obiekt by nie wymarł momentalnie, a i w każdej sekcji były maski gazowe, które powinny starczyć tym pechowym, dopóki by za dużo ciepła się nie wdarło i ich nie zagotowało.
Zbliżyli się.
Obiekt nabierał kształtów, przypominając rozciągniety na suchej skorupie planety krzyżyk z rozchodzącymi się od niego, cieńszymi korytarzami. Jakieś dwa kilometry od niego widać było krater kopalni odkrywkowej. Uran zawsze był cennym surowcem.
-Brak widocznej dehermetyzacji, ani innych uszkodzeń sierżancie.
Odezwał się cywil, który na wyświetlonym nad nadgarstkiem ekraniku obserwował wszystkie zdjęcia i przybliżał wszystko co wydało mu się podejrzane.
-Co ciekawe... Wszystkie maszyny są na miejscach w hangarach. A przecież wydobycie prowadzono dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Kapral odezwał się, nie kryjąc irytacji na cywila.
-Sami wprowadzacie procedury a o nich nie myślicie. Przecież podczas burzy musieli sie chyba pochować, no nie?
-No, racja, racja...
Mruknął cywil, zamykając się zaraz. Też miał na sobie pancerz, choć z broni miał tylko krótki pistolet, nie będący właściwie w stanie przebić nawet tarczy i pancerza choćby takiego kombinezonu jaki teraz wszyscy mieli na sobie.
-Lądujemy.
Mruknął sierżant, a transportowiec znieruchomiał w powietrzu, by odwrócić się zaraz powoli. Z jego spodu wysunęły się cztery, metalowe odnóża i spoczęli na płycie.
-Mamy już dostęp do wewnętrznych kanałów komunikacyjnych?
Zapytał inżyniera, a ten tylko skinął głową.
-Próbuję kogokolwiek wywołać od trzech minut. Bez odpowiedzi.
-Na przyszłość. Zakaz łączenia się z kimkolwiek bez mojej zgody.
Warknął sierżant, dając wszystkim znak do rozpięcia pasów.
Cywilbanda...
Wyleźli z transportera.
Ruszyli przez rozgrzaną płytę w stronę śluzy. Wpisali kod na wciąż działającym i podłączonym panelu. Komora dehermetyzująca i…
Wleźli do środka.
-Cholera jasna. Wszystko jest… ideanie.
Mruknął inżynier, rozglądając się.
Korytarz był. W idealnym stanie. Wykazy pokazywały temperaturę dwudziestu dwóch stopni, ponad dwadzieścia procent tlenu z resztą z azotu i ułamkiem dwutlenku węgla. Ciśnienie właściwie, grawitacja jak na całej planecie, trochę niższa od ziemskiej, choć ledwie zauważalnie. Cywil sięgnął do twarzy by zdjąć hełm. Walt doskoczył do niego i chwycił go za rękę.
-Odpierdoliło Ci?
Cywil zmieszał się i opuścił rękę, a Walt zerknął na sierżanta, który uniósł tylko kciuk do góry, dając znać, że w pełni popiera jego reakcję.
-Pusto… Gdyby to była wina łącza, powinien tu ktoś na nas czekać.
Burknął kapral.
-Broń w pogotowiu. Odbezpieczona. Nie, pan panie inżynierze niech pistoletu nie wyciąga.
Mruknął sierżant w kanale komunikacji zaraz piątka żołnierzy miała podniesioną broń.
-Panie sierżancie.
-Co znowu?
Warknął dowódca do inżyniera, który znów zabrał głos.
-Mam odczyty… W sektorze trzecim, to jest tym korytarzem w lewo, nastąpiła dehermetyzacja od strony podłoża. Utracono także zasilanie w tym miejscu, a śluzy są zamknięte.
Walt uniósł brwi. A jednak na coś się cywil przydał. Poczekał na rozkaz, który zaraz padł.
-Idziemy. Cywil w środek, Helion na szpicy, Walt tylnia. Kapral, utrzymuj łączność z pilotem. Kpw? No to jazda.
Ruszyli lekkim truchtem korytarzem. Każdy z żołnierzy lekko przygarbiony, jak gdyby zaraz mieli paść na glebę pod ostrzałem. Cywil chyba nie czuł tego, że jest jakkolwiek zagrożony.

sobota, 25 maja 2013

Zabawy z piosenkami- Nightwish- The Islander

Mężczyzna zmęczony życiem,
Na skraju własnych dni,
Wpatruje się w horyzont,
Na twarzy ma już łzy,
Chciałby móc znów ruszyć,
Drogę własną znać,
Ale teraz błądzi tylko,
Pośród zgiełku dnia,

Morze dla wyrzutków, dla straconych dni,
Światło gdzieś w oddali, ginie w mroku chmur,
Jednak się go chwyci, gnany miłością swą,
Gotów zrobić wszystko, by odzyskać Ją,

To już tak odległy, osamotniony,
Zapomniany świat,
Stoi zapłakany,
Pusty niczym rozbity wrak,

Światełko się uśmiecha,
Błyszczy światło dnia,
Nadzieją znów napawa,
Miłość wieczna trwa,
Opowieść ta niezwykła,
Co granice rwie,
Życie Ją mu dało,
On pomylił się…

Teraz błąd przekleństwem,
Ciąży niczym kat,
I choć przegranym już uznał się,
On nie podda się,
Kotwica podniesiona,
Kurs jest na wiatr,
Bryza znów na twarzy,
A on goni Ją,

To już tak odległy, ukochany,
Utęskniony świat,
Stoi niewzruszony,
By móc znów odnaleźć miłością swą,

To już tak odległy, ukochany,
Utęskniony świat,
Stoi niewzruszony,
By móc znów odnaleźć miłością swą,


Nie, to nie jest tłumaczenie.
Mam nadzieję, że wam się spodoba. To moje już... trzecie podejście do pisania tekstów piosenek na nowo?
Chyba tak :)
No to... Miłego czytania/słuchania.
I gorąco polecam zespół Nightwish przy okazji.

czwartek, 23 maja 2013

Nowe Początki

Gdzieś wyczytałem, że ponoć osoby z moim imieniem mają tendencję do...
Zaczynania od nowa.
Cóż, o ile z reguły uważam, że takie dyrdymały można o kant dupy rozbić, to raz musiałem wywiesić białą flagę, rzucić broń niczym francuz i złożyć pokłon jak margrabia Albrecht.
Przyznaję, mam tendencję do tego, że coś urywam, a później zaczynam to samo, ale od zera. Więc...
I tak to teraz zrobię :)
Nowy Początek!
To co było napisane niech zostanie, ale teraz zaczynamy od nowa. Skupię się tylko na świecie sci-fi i fantasy. Mam już do obu zarysy, więc jeszcze w ten weekend (25-26 Maja) postaram się coś wrzucić. Czy mi się uda? Nie wiem, niech każdy, kto łaskawie poświęca czas na czytanie mych marnopisarskich wypocin, trzyma kciuki.
Kolejne zmiany... Postaram się pisać więcej wierszy, czasem przeróbek tekstów znanych piosenek. Jeszcze dziś jeden z nich wstawię.
I kolejna sprawa...
Co jakiś czas będę dodawać też... Swoje zdjęcia :D Zauważyłem, że poczucie, że po drugiej stronie też jest człowiek jest... Dość zaskakujące i ważne zarazem, gdy czytamy jednolite ciągi tekstu nie przeznaczone konkretnej osobie.
Więc...
Czas na Nowy Początek :)
Po licznych próbach zrobienia dobrego zdjęcia to jedyne na co mnie było stać :(