-Fede...
Planeta możliwości...
Zysku...
Rozwoju...
Nauki...
Kiedyś.
Teraz?
Świat utraconych nadziei. Strat. Degeneracji. Upadającej cywilizacji.
A wszystko przez umre. Co to takiego, zapytałby ktoś z innej gwiazdy?
Substancja. Produkowana przez roślinę, której nie udało się wyhodować na innej planecie. Kamień filozoficzny medycyny. Źródło leków jak i... cyborgów i mutantów.
Źródło sporu...
A gdy statki przestały móc wylecieć z systemu, gdy pole gwiazdy z jakiegoś powodu nie pozwoliło im wyskoczyć w nad przestrzeń...
Wszystko wzięło i się...
Upadek.
Skłócone państwa.
Ktoś sięgnął po broń masowego rażenia.
Nie, to nie był jeden dzień bez nocy. Świat konał powoli, w męczarniach. Najpierw broń atomowa, później chemiczna, niedobitki walczących przez poprzednie dziesięć lat wojsk.
A gdy opadł kurz zagłady...
Na popiele narodził się Nowy Świat. NASZ ŚWIAT! MY przetrwaliśmy, MY pozostaliśmy! Lecz wojna się nie skończyła. Nie walczymy już z sąsiadami. Nie walczymy z narodami. Pozostali mutanci. Wynaturzeni ludzie. Zwierzęta po mutacjach są o wiele bardziej miłe memu sercu, niż te stwory. Chcą nas zniszczyć. Uważają, że to nasza wina! Że teraz, oto powinniśmy odejść w cień i pozostawić im ten świat. O nie... Na to się nie zgodzimy. NIECH SAMI GO WYDRĄ! Lecz po naszym trupie! My i nasi towarzysze, zmienieni przez technikę bronimy ostatnich resztek naszych krajów, naszych tradycji, naszej kultury.
Transmisja z radia urwała się. Stary Derin o siwych włosach postukał w nie poddenerwowany.
-Znów ucięło nam wujka Sama. Dobra dzieciaki, ruszamy.
Zapakowali się do łazików. Osiem osób. Kasmir jak zwykle stanął na działku. Był najbardziej opanowany ze wszystkich, po za tym masa cybernetyki jaką miał w głowie powodowała, że nie dało się z nim wpaść w pułapkę. No chyba, że jakiś geniusz ją zastawił.
~Jazda!
Usłyszeli w słuchawkach i zaraz popędzili pustkowiem wzbijając tumany kurzu. W tej części sektora, jedynie lekko radioaktywnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz