Ciemność…
Wgryzająca się w myśli, w umysł zamknięty, odcięty od świata
żywych, od świata bogów, czy potępionych.
Umysł opleciony gałązkami cierni zwątpienia, strachu przed
własnym istnieniem
Bezrozumna masa okaleczona przez czas.
Umysł.
Mój umysł.
A raczej jego marne resztki egzystujące tam gdzie nie
spojrzał wzrok śmiertelnych. Gdzie nie miało miejsca nic dobrego…
Ani złego.
Bo nie ma dobra, czy zła w tym w kim jestem.
Nie ma moralnej poprawności w egzystencji tak oczywistej,
jak moja.
Bo i po co?
I na co?
Przecież jestem jedynie narzędziem, naczyniem wypełnionym
prostym celem.
Rozumno-bezwolną masą ciała…
Nie…
Przecież teraz nawet brak mi jego. Ciało to produkt uboczny
tego kim jestem.
A kim jestem?
Zwiastunem.
Są dwa zwiastuny.
Zawsze…
Jeden to zwiastun początku.
Tworzenia.
Życia.
Ja?
Mi przypadł w udziale niechlubny zaszczyt bycia zwiastunem
końca.
Niszczenia.
Pyłu i kości.
Nicości.
Nie znam swej siostry. Pierwszej zwiastunki. Nie znam i nie
chcę poznać. Bo to będzie początkiem końca.
Wszystkiego…
Czuję jak wyciągają po mnie swe łapy. Długie, szponiaste
łapy pozbawione litości, bawiące się, nawet mną.
Niechętnie ocknąłem się z letargu. Marzyłem kiedyś by być
zwiastunem ich końca.
Jednak…
Którzy zliczy martwe światy którym odebrałem proch i pył
zwiastując ich nicość?
Cywilizacje które upadały mimo mych ostrzeżeń?
Setki miliardów bilionów istnień które mimo posłuchania się
mych rad i tak nie ocalało?
Nawet ja nie byłem w stanie.
I zaraz znów miałem zrodzić się w jakimś ciele.
I znów zapowiedzieć śmierć i zniszczenie. I nicość która po
nich nastąpi.
Dziś…
Dziś są moje urodziny.
Dziecięcy krzyk. Pierwsze powietrze wbijające się w małe
płucka nowo narodzonego...
-To chłopiec.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz