Schody do nieba,
Splecione z cienkiej kruchej trzciny,
Powiązanej łykiem,
A może nie?
Może monumentalne w swej wzniosłości?
A może chylą się ku upadłości?
A może z lekkiej chmury tak utkane,
Że istota co na nich chociaż delikatnie stanie,
Upadnie pychą swą związana,
Że czelność miała by nie na swe wezwanie,
Ośmieszyć losy na ziemi jej pisane,
I upadnie w mrok roztrzaskany,
Od tych co już przedtem spadli,
I odłamki ostro-kruche,
Przetną siłą samą duszę,
Ja też spadłem w swej głupocie,
I na przekór mrok tu krusze,
Pychy pomnik tu postawię,
Twardszy niźli myśli wzlotne.
Moj ulubiony :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że się spodobał :)
Usuń