czwartek, 20 września 2012

Rozdział 1 cz.1 Pogadanki więzienne



Kubeł z zimną wodą.
Oto co go obudziło.
Chłód wody ściekającej, skapującej po twarzy.
Tak dobrze mu znana i prosta tortura. Skuteczna podczas długiego stosowania.
Tak jak i fakt że jest w celi bez okien i dostaje jedzenie o nieregularnych porach. Nie pozwolą mu by wszedł w rutynę, przywykł.
-No więc panie jaszczurze. Co chce nam pan powiedzieć?
Podniósł pysk i zmierzył lekko otyłego mężczyznę przed nim wzrokiem który mógłby przerazić każdego zdrowego na umyśle.
I albo ten łysy przed nim był chory psychicznie, albo gad o piaskowych łuskach wyszedł z wprawy.
Cóż, zdarza się nawet najlepszym.
-Wal się.
Odpowiedział sucho i przymknął ślepia. Poczuł jak ktoś, prawie przyjacielsko klepie go po policzku. Gwałtownym ruchem głowy spróbował odgryźć człowiekowi kilka palców. Ten zaraz cofnął je i zaśmiał się trochę ochryple.
-Oj jaszczurko, nie udawaj dzikiej, wiemy o tobie co nieco.
Gad zaklął w myślach. Mimo że stanowił dwa metry żywej, zabójczej maszyny do zabijania nie mógł teraz nic zrobić. Przykuty za kostki i nadgarstki do ściany miał dość wąskie pole manewru.
-Panie kapitanie… Oboje wiemy, że nawet gdybym teraz kazał pana rozkuć i tak by pan nie uciekał. Zbyt dobrze pan zna procedury i wie, że nawet mając mnie za zakładnika i tak nie ujdzie pan stąd żywy. Mylę się Tsach’Kaszu?
Jaszczur przez chwilę wpatrywał się w człowieka. Niechętnie opuścił łeb i syknął niezadowolony, że łysy już go rozgryzł.
Szczur przebiegł szybko w kącie celi, na chwilę przykuwając jego uwagę.
-Co mi grozi?
Człowiek zagwizdał cicho i zrobił parę kroków, jakby zainteresowany niezwykłą ilością przestrzeni w celi wykutej chyba w litej skale.
-W najlepszym przypadku egzekucja. Stryczek. W gorszym łamanie kołem, czy ćwiartowanie. Chyba, że pójdziesz na współpracę.
Tsach’Kasz przez ułamek sekundy wahał się. Splunąć na człowieka i podpisać na siebie wyrok, czy zaryzykować i wymigać się później. Gdyby wybrał śmierć to jego żona pewnie poszła by do krain Przodków, zabrała go stamtąd i zabiła jeszcze raz.
Brrr…
-Dobra.
Łysy uniósł brwi.
-Tak po prostu?
-Dałeś mi dość wąskie pole manewru człowieku.
Mężczyzna zaśmiał się.
-Zwierzę zapędzone pod ścianę zrobi wszystko by przeżyć.
Jaszczur zerknął na ssaka. Tamten był raczej niski, nawet jak na ludzką miarę, z bluznął na czole pochodzącą z rany nadanej czymś tępym. Szare, nijakie oczy wpatrywały się w niego. Jaszczur nie był pewien, ale wydało mu się, że widzi w nich błysk sporej inteligencji. Nie wiedział czy uznać to za dobry znak, czy za przeszkodę.
Przynajmniej nie wysłali do niego na rozmowy jakiegoś tłuka.
-Zwierzę tak. Człek zesra się ze strachu.
Ssak zaśmiał się cicho.
-Rozkuć go.
Drewniane, wzmocnione drzwi otworzyły się i do środka weszło dwóch strażników. Jeden celował do jaszczura z kuszy, drugi podszedł do gada niepewnie i zaczął go rozkuwać. Po chwili jaszczur stał już na nogach, rozcierając nadgarstki wprawiając ogon w falisty ruch.
-Zostawcie nas.
-Eee… Na pewno? Toć to gadzia morda, nigdy nie wiadomo, czy…
-Won.
Strażnicy posłusznie wyszli.
-Jestem Gerth, tyle musisz wiedzieć.
-Nie tylko pan jest dobrze poinformowany.
Człowiek uniósł brwi.
-A co pan wie?
-Gereth Wede, jeden ze szpiegów króla Torena II, jeden z tych najlepszych i o niekonwencjonalnym sposobie działania w odróżnieniu do innych. Najpierw myśli, potem działa.
Lekko otyły mężczyzna prychnął cicho. Zbliżył do jaszczura.
-Słuchaj kapitanie. Nasze kraje są w stanie wojny a ty, choć emerytowany, masz spore ruchy w wojsku. Mam uwierzyć w tę bajeczkę, ze jesteś tu z powodów prywatnych?
-Nie…
-No więc jaka jest prawda.
-Taka, że jestem tu prywatnie. Ale możesz wierzyć człeku w co chcesz.
-No więc co tu niby robisz prywatnie, hę?
-Szukam ojca.
-Taaaa… A ja niebieskich karzełków mieszkających pod muchomorami.
-Mój ojciec to zabójca. Niezły.
Gerth uniósł brwi.
-Kontynuuj…
-Na tyle niezły, że przyjął zlecenie…
-Na króla?
-Niieeee… To by było dla niego zbyt proste.
-No więc?
-Przyjął zlecenie na kilka osób. Między innymi na Ciebie.
Zapadła cisza. Jaszczur stał spokojnie, ale szpieg przed nim nie dał rady ukryć podenerwowania.
-Taaa… A jak znajdziesz swojego ojca?
-Prawdopodobnie dogadam się z nim by rzucił to zlecenie w cholerę.
-Tiaaa… To upewnijmy się że niedługo się z nim spotkasz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz