Artysta ma tworzyć dla siebie, czy dla publiki?
Oczywiście, do szlachetnego miana artysty z pewnością mi jeszcze daleko (słowo jeszcze też można pominąć), to jednak wciąż, bądź co bądź, jestem twórcą. Nawet jeśli spod moich palców wychodzą największe gnioty.
To jednak...
To moje gnioty. Moja, pieszczone, pielęgnowane, hodowane.
Chcecie jakieś, to sobie je stwórzcie. Ale moje zostawcie w spokoju.
A czemu to mówię?
Bo widzicie...
Chciałem tu pisać bardziej dla was, drogich czytelników, czyli może tej dziesiątki osób na krzyż, a nie dla własnej przyjemności. Efekt jest taki, że się zaciąłem i NAPRAWDĘ nie wiem co dalej.
Stwierdziłem, że będę trzymał się kupy. Że będę pisać ciąg krótkich tekstów składających się na jedno opowiadanie.
Jednak dochodzę do wniosku... Że to MI nie daje satysfakcji. Piszę już i tak opowiadania z ludźmi, więc tam nie mogę sobie pozwolić na skakanie ze stylem, tematyką, eksperymenty.
O nie, mam już zbyt ciasne więzi z owymi ludźmi i dobrze mi z tym, nie mam zamiaru tego marnować.
Dlatego też... Poddaję się.
Może nie tyle o prowadzenie bloga, co prowadzenie go z planem.
Bo czy ja wyglądam na kogoś, kto ma plan?
Słowem, od tej chwili ja sam nie wiem, czego się tutaj spodziewać.
Ostatnio... Mam zły humor. Ciągle i ciągle, bez przerwy. Z rzadka przestaję to ukrywać, ale zaczyna mi się robić duszno.
Dla pisania to dobrze... Bo wtedy chcąc nie chcąc pisać zaczynam. Choć... Z reguły są to raczej smutne opowieści, wiersze, teksty.
A teraz...
Przemyślenia.
Komunikacja miejska. Ile twarzy, ludzi, historii, spojrzeń, emocji, gestów.
Stary mężczyzna w czystej, białej koszuli, siwy, o wciąż jednak bujnych włosach. Jakże te kontrastują z jego cerą... Ciemne worki pod oczyma, pod jednym okiem zmarszczki z ranami, jak gdyby ktoś wzdłuż ich linii przejechał tępym, szorstkim, bardziej drącym, niż tnącym nożem.
Pamiętam jego oczy... Błękit, czystszy niż niebo. Przepełniony bólem i smutkiem, inteligencją jak i rezygnacją.
Był chory... Chudy, niezwykle blady. Z guzem na środku nogi. Bynajmniej nie takim, jaki może nas ozdobić, gdy się po prostu o coś uderzymy.
Po drugiej stronie siedziała jakaś dziewczyna. Słuchawki na uszach, krótkie, ciemne włosy. Całkiem ładna, zaczytana. Między nogami stał plecak, pewnie wracała do domu.
Gdy zerknęła przez okno, jej spojrzenie było zupełnie inne niż tamtego starca.
Lekko przymulone, jak to bywa w komunikacji miejskiej. Za to ciekawe, skaczące między elementami za oknem, jak gdyby widziała w nich coś ciekawszego niż wszyscy inni. Zaraz później wróciła do lektury pochłaniając się w niej.
Komunikacja miejska...
Czasami, wydaje mi się, że to w niej, gdy człowiek jest sam, zajęty sobą a jednak w tłumie, można o nim najwięcej powiedzieć.
Pominę już obserwację. Obrączkę, jej brak, wiek, zdrowie, ubiór.
Przyjrzyjcie się spojrzeniom. Czy cofają wzrok, gdy natrafią na wasz? Czy uśmiechają się czasem przelotnie do zabłąkanej myśli? Czy wpatrują się we własne stopy, a może ich spojrzenie skacze między chmurami, w całkiem dosłownym tego zdania sensie?
A może, tak jak wy, obserwuje, zastanawia się, bada?
Przyjrzyjcie się. Ot, głupia jazda autobusem. A jednak potrafi nakłonić do rozmyślania.
Jeszcze do niedawna, też tak obserwowałam ludzi, ostatnimi czasu trochę zniechęciły mnie ich spojrzenia, nie to, że byłam nachalna, ale jak Sherlock Holmes, starałam się wybadać każdy szczegół. Głupie prawda?
OdpowiedzUsuńWcale nie. Osobiście uważam to tak za ciekawe, jak i pożyteczne zajęcie. Wspomaga empatię i spostrzegawczość.
Usuń